Warto być życzliwym - bajka edukacyjna
KRÓLESTWO ŻYCZLIWOŚCI,czyli krótka bajka
o tym,jak być powinnoAUTORZY:
KLASA 1B SZKOŁA
PODSTAWOWA
EKOLA
Dawno, dawno temu, gdzieś na krańcu świata, leżało królestwo
ŻYCZLIWOŚCI. Dziwne to było królestwo. Wszyscy sobie w nim
pomagali. Nie było kłótni, walk. Dzieci nigdy sobie nie dokuczały, a
w szkole zawsze było wesoło. Obcy zupełnie ludzie pozdrawiali się
przyjaźnie na ulicach. Wszyscy byli zawsze uśmiechnięci i mili dla
siebie. Panowała uczciwość. Nie było oszukiwania i napadów.
Ludziom żyło się tam wspaniale. A także zwierzętom, których tam
było pełno. Prawie codziennie mieszkańcy królestwa urządzali sobie
bale. Byli na nie zapraszani wszyscy mieszkańcy bez wyjątku. I tak
mogłoby być już zawsze, ale... Pewnego dnia do królestwa
ŻYCZLIWOŚCI przyleciał czarodziej z położonego bardzo daleko
stąd królestwa NIEŻYCZLIWOŚCI. Był bardzo zdziwiony tym, co tu
zobaczył. To niewiarygodne mówił chodząc po ulicach królestwa. Oni
wcale się nie kłócą, nie sprzeczają, są wiecznie uśmiechnięci. I co z
tego mają? Czy ktoś im za to płaci? A może tak pracują na wyższe
emerytury? Nie podoba mi się to, narzekał. Muszę to zmienić,
postanowił wreszcie czarodziej z królestwa NIEŻYCZLIWOŚCI. W
moim królestwie ludzie tak pięknie się kłócą ze sobą, nie odzywają się
do siebie całymi tygodniami. Nikt do nikogo się głupio nie uśmiecha
na ulicach.
Od tej chwili w królestwie ŻYCZLIWOŚCI zaczęło dziać się źle.
Najpierw z królestwa uciekły wszystkie zwierzęta. Zrobiło się ciszej i
smutniej. Ludzie chodzili ulicami zasmuceni, mieli opuszczone głowy
i smutne oczy. Czarodziej z królestwa NIEŻYCZLIWOŚCI zacierał
ręce z zadowolenia. Coraz milej, coraz milej, powtarzał niestrudzenie,
robi się prawie jak u mnie...
A w królestwie ŻYCZLIWOŚCI (?) robiło się gorzej i gorzej.
Mieszkańcy obrażali się na siebie bez powodu, byli dla siebie bardzo
niemili, krzyczeli na siebie choć nie musieli, a nawet bili i
poszturchiwali. Tak działał czar rzucony przez czarodzieja z królestwa
NIEŻYCZLIWOŚCI. Wszyscy mieszkańcy bez wyjątku byli pod
wpływem czaru czarodzieja.
I nie wiadomo jakby się to skończyło, gdyby nie narodziny nowego
obywatela królestwa ŻYCZLIWOŚCI. On jeden nie był zaczarowany,
bo w chwili czarów, nie było go jeszcze na ziemi. Kiedy się urodził i
krzykiem oznajmił, że już jest, wszyscy zobaczyli, że w ręce trzyma
kamyk w kolorze niebieskim. Co on ma? zastanawiali się mieszkańcy
królestwa ŻYCZLIWOŚCI. A maluch trzymał w ręce KRYSZTAŁ
ŻYCZLIWOŚCI, który miał moc ratowania całego świata. Jak go
użyć, zastanawiali się ludzie. Wreszcie pewien bardzo stary
mieszkaniec królestwa zaproponował, żeby wrzucić ten kryształ do
strumyka z którego wszyscy pili wodę. Tym sposobem, tłumaczył
staruszek, każdy z nas napije się zaczarowanej wody i zły czar
rzucony przez czarodzieja z królestwa NIEŻYCZLIWOŚCI minie.
Całą noc trwała narada, ale nie wymyślono nic lepszego. Rano
komisja złożona z nowego obywatela królestwa ŻYCZLIWOŚCI,
jednej dziewczynki, jednego chłopaka, staruszka, psa i kota, wrzuciła
kryształ do strumyka, który płynął przez środek królestwa. Do picia
wody ze strumyka ustawiła się kolejka mieszkańców. Ludzie kłócili
się ze sobą o pierwszeństwo w kolejce. Ale po łyku wody, wszyscy
zaczynali się do siebie uśmiechać tak jak dawniej. Cichły kłótnie i
spory. W wielkiej zgodzie ludzie rozchodzili się do swoich domów i
zajęć. Kolejka ludzi stale się posuwała do przodu, bo każdy chciał
znowu stać się Życzliwym. Na końcu kolejki, jako ostatni stał
czarodziej z królestwa NIEŻYCZLIWOŚCI. Jeszcze trochę się wahał.
TY TEŻ??? spytał go ktoś zdziwiony z kolejki. PRZECIEŻ
WSZYSCY NIE MOGĄ SIĘ MYLIĆ, odpowiedział czarodziej,
zostaję z wami.
Komentarze
Prześlij komentarz